Polscy żołnierze stacjonujący w Libanie zostali celem zamachu podczas patrolu w miejscowości Bint Jubayl. Eksplodował tam ukryty improwizowany ładunek wybuchowy. Atak wymierzony był w czterech żołnierzy poruszających się opancerzonym pojazdem HMMWV z polskiego kontyngentu UNIFIL.
Efektem eksplozji było zranienie podoficera z 12. Brygady Zmechanizowanej, który doznał obrażeń głowy oraz twarzoczaszki. Pomimo to minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz uspokoił, że obrażenia żołnierza są lekkie i nie zagrażają jego życiu. Pozostała część załogi, mimo iż nie odniosła fizycznych obrażeń, otrzymała wsparcie psychologiczne.
Stołeczna prokuratura szybko uznała incydent za próbę zabójstwa, a śledztwo prowadzone jest przez Dział do Spraw Wojskowych Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ursynów. Piotr Antoni Skiba, prokurator prowadzący sprawę, potwierdził zamiar zabójcy, który umieszczając ładunek na trasie konwoju, dążył do zabicia wojskowych. Ich życie uratowały jednak wzmocnione zabezpieczenia pojazdu.
Omówienie sprawy powierzono Komendzie Głównej Żandarmerii Wojskowej, która obecnie prowadzi intensywne czynności procesowe na terenie Libanu. Śledczy koncentrują się na analizie miejsca eksplozji, zbieraniu pełnej dokumentacji oraz przesłuchiwaniu świadków.
Polski Kontyngent Wojskowy w Libanie, liczący około 250 żołnierzy, pełni misję monitorowania strefy rozgraniczenia między Libanem a Izraelem oraz ochrony ludności cywilnej zgodnie z rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ. Incydent w Bint Jubayl pokazuje, jakie zagrożenia wiążą się ze służbą w rejonach objętych konfliktem.
To nie pierwszy raz, kiedy w Libanie dochodzi do podobnych zdarzeń, podkreślając ciągłe ryzyko, z jakim muszą borykać się siły pokojowe ONZ. Polscy żołnierze, dzięki swojemu wyszkoleniu i sprzętowi, uniknęli większej tragedii, jednak wydarzenie to pozostaje ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwami misji międzynarodowych.








Dodaj komentarz