Projekt nowelizacji ustawy Prawo energetyczne zmienia definicję „umowy na czas oznaczony z gwarancją stałej ceny”, co w praktyce może prowadzić do znaczących zmian w jej funkcjonowaniu. Jak zauważa Wojciech Dąbrowski, zmiany wprowadzają mechanizmy elastyczne i możliwość różnicowania cen w zależności od okresów szczytowych i pozaszczytowych, co tworzy konstrukcję hybrydową. Choć formalnie nazwa sugeruje zapewnienie stałej ceny, to w praktyce wprowadzone wyjątki ograniczają tę gwarancję.
Kluczowym problemem jest rozbieżność między językową warstwą projektu a jego rzeczywistą treścią ekonomiczną. Według Dąbrowskiego, oznacza to odejście od klasycznego modelu kontraktu typu fixed price, gdzie ryzyko zmienności cen pozostawało po stronie sprzedawcy. Teraz ryzyko to ma być w części przenoszone na odbiorców końcowych, co może prowadzić do zwiększonej zmienności rachunków za energię.
Proponowane zmiany mogą dotknąć miliony odbiorców, w tym głównie gospodarstwa domowe. Szczególnie narażone są te, które wybierają umowy stałocenowe z myślą o stabilizacji wydatków. Dąbrowski podkreśla potencjalne ryzyko asymetrii informacyjnej między sprzedawcami a odbiorcami indywidualnymi, którzy mogą nie być świadomi zmienności kosztów.
Projektowana regulacja zmienia także alokację ryzyka rynkowego. Dotychczas przedsiębiorstwa energetyczne stosowały różne narzędzia zabezpieczające. W nowym modelu część tego ryzyka przejmą odbiorcy końcowi, co stawia ich w trudnej sytuacji z uwagi na brak kompetencji do zarządzania ryzykiem rynkowym.
W kontekście transformacji energetycznej i rosnącej zmienności cen na rynku gazu, nowelizacja ma znaczący wpływ. Zależność cen energii od gazu sprawia, że geopolityczne napięcia mogą od razu wpływać na rachunki za energię. Szczególnie niepokojące jest to dla gospodarstw narażonych na ubóstwo energetyczne, które umowy stałocenowe traktują jako formę stabilizacji.
Dąbrowski przypomina, że zmienia się rola odbiorcy energii – staje się on uczestnikiem rynku, co wprowadza ryzyko pomieszania umowy stałocenowej z dynamiczną strukturą cenową. To może prowadzić do erozji zaufania do rynku energii i instytucji regulacyjnych, bowiem nazwa „stała cena” może stać się formalna bez rzeczywistego wsparcia w stabilizacji kosztów energii.








Dodaj komentarz