Zapadł prawomocny wyrok w sprawie Tomasza Sz., naturopaty, który miał przekonywać dwie chore kobiety, że nie chorują na raka. Obie kobiety zmarły, jednak sąd nie przypisał mu bezpośredniej odpowiedzialności za ich śmierć. Tomasz Sz. został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz trzyletni zakaz wykonywania zawodu naturopaty.
Prokuratura domagała się surowszej kary i kwalifikacji czynu jako nieumyślnego spowodowania śmierci, jednak sąd apelacyjny utrzymał wyrok pierwszej instancji zmieniając jedynie wysokość zadośćuczynienia dla rodziny jednej z ofiar. Karolina G. z rodziną otrzymała zamiast 13 tys. zł tylko 4700 zł, natomiast odszkodowanie dla męża Urszuli K. pozostało na poziomie 17 tys. zł.
W sprawie kluczowe były zeznania pokrzywdzonych, które przed śmiercią opisywały, jak Tomasz Sz. namawiał je do porzucenia tradycyjnego leczenia na rzecz alternatywnych metod. Wmawiał pacjentkom, że ich problemy zdrowotne wynikają z obecności patogenów, a nie nowotworów, i zalecał terapię generatora plazmowego.
Mąż Urszuli K., Władysław, wyraził swoje rozgoryczenie wobec wyroku, podkreślając, że jego zdaniem skazany powinien otrzymać surowszą karę. Sędzia Bartłomiej Kwaśnik podkreślił, że przedmiotem sprawy były konkretne działania wobec poszkodowanych, a nie ogólnie działalność naturopatyczna oskarżonego.
Obrona Tomasza Sz. utrzymywała, że jej klient działał w dobrej wierze, nie zamierzając wyrządzić nikomu krzywdy. Adwokat Izabela Nowak stwierdziła, że skazany do chwili wydania prawomocnego wyroku wykonywał zawód legalnie.
Sprawa wyszła na jaw dzięki zawiadomieniu złożonemu przez Władysława K., co pozwoliło połączyć przypadki obu kobiet. Prokuratura uważa, że działania Tomasza Sz. doprowadziły do przerwania leczenia i ostatecznie do śmierci pacjentek, choć sąd nie zgodził się z tą interpretacją, podkreślając, że nie można jednoznacznie stwierdzić, czy bez jego ingerencji pacjentki by przeżyły.








Dodaj komentarz