Stoimy tuż przed momentem, gdy producentami większości innowacyjnych leków będą Chińczycy – mówi w rozmowie z WNP Grzegorz Rychwalski, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego „Krajowi Producenci Leków”. I opowiada, jak temu groźnemu – także dla bezpieczeństwa państwa – faktycznemu monopolowi można zapobiec.
Jak polskie firmy radzą sobie z coraz mniejszą dostępnością pracowników, w tym specjalistów? Czy ten problem dotyka branżę farmaceutyczną?
– Niekorzystne trendy demograficzne należą już dziś do kluczowych wyzwań strukturalnych dla przemysłu produkcyjnego w Polsce. W sektorze farmaceutycznym dotykają szczególnie obszarów wysoko specjalistycznych – jakości, rejestracji, inżynierii procesowej, walidacji czy automatyki.
W naszej branży nie ma możliwości szybkiego „uzupełnienia” kompetencji – doświadczenie GMP (Good Manufacturing Practice, -Dobre Praktyki Produkcyjne – przyp. red.) buduje się latami. Dlatego konkurencja o specjalistów jest dziś silniejsza niż rywalizacja cenowa. Przemysł farmaceutyczny oferuje wyższe od przeciętnych w całej gospodarce wynagrodzenie, więc problemy z mniejszą dostępnością pracowników nie dotykają go aż tak dotkliwie.
Producenci leków zatrudniają też wykwalifikowanych Ukraińców i biorą w rachubę powroty Polaków z emigracji. I wykwalifikowanych pracowników poszukują też na wspólnym rynku fachowców w Unii Europejskiej.
Co – poza wynagrodzeniem – decyduje dziś o skutecznym przyciąganiu kadr?
– O atrakcyjności pracodawcy decydują również stabilność zatrudnienia, sens i misja (np. produkcja leków krytycznych – czyli de facto troska o bezpieczeństwo lekowe Polaków), nowoczesność infrastruktury, możliwość udziału w projektach międzynarodowych, jakość przywództwa i kultura organizacyjna.
Firmy, które nie inwestują w technologię i rozwój kompetencji, niewątpliwie będą przegrywać walkę o kadry. W sektorze farmaceutycznym jedyną trwałą odpowiedzią pozostaje inwestowanie w kompetencje krajowe, współpraca z uczelniami oraz przyspieszona automatyzacja i cyfryzacja. Model oparty wyłącznie na taniej sile roboczej stała się krótkoterminowy i oczywiście nie buduje przewagi konkurencyjnej. Perspektywiczny jest model oparty na technologii i kapitale ludzkim wysokiej jakości.
Jak wygląda współpraca producentów z ośrodkami naukowymi? Co w tej mierze powinno się zmienić?
– Współpraca z uczelniami przebiega dwutorowo. Z jednej strony pokazujemy uczelniom, jakie są zapotrzebowania rynkowe np. na absolwentów kierunków farmaceutycznych. A z drugiej – ubiegamy się wspólnie o uczestnictwo w finansowaniu w modelu R&D (research and development). Często we współpracy ze szkołami wyższymi tworzy się nowe kategorie produktów – substancje czynne i leki innowacyjne.
Jakie kierunki pozyskiwania pracowników są perspektywiczne, a jakie raczej schyłkowe?
– Każda firma ma swój model pozyskiwania pracowników – najważniejsze są kompetencje. Patrząc z perspektywy rozwoju przedsiębiorstwa, ważne, by inwestować we współpracę z uczelniami. Firma wtedy wie, że ma dobrze wyszkolonych absolwentów szanowanych uniwersytetów, a studenci wybierają określony kierunek, bo wiedzą, że zyskują dużą pewność zatrudnienia po jego skończeniu.
Zaraz po agresji rosyjskiej na naszych sąsiadów w 2022 r., pozyskano bardzo wielu pracowników z Ukrainy. Dziś ich przyrost na polskim rynku nie jest już tak duży… Sektor farmaceutyczny pozostaje otwarty na wysoko wykwalifikowane kadry, a ich pochodzenie nie odgrywa kluczowej roli.
Polska ma najniższe ceny leków w Europie, ale koszty rosną
Jakie reperkusje w branży, a także w gospodarce powoduje – i perspektywicznie może spowodować – sukcesywny przyrost kosztów pracy?
– Jeżeli ceny leków nie są indeksowane do realnych kosztów produkcji, rzecz jasna rośnie ryzyko: ograniczania inwestycji, spadku opłacalności produkcji w UE, przenoszenia części wytwarzania poza Europę. Długoterminowo jedyną odpowiedzią staje się wzrost produktywności – poprzez automatyzację i skalowanie działalności. Ceny naszych leków są najniższe w UE – i spadają z roku na rok. A koszty produkcji jednak rosną…
Od 2019 r. w naszym kraju koszty wytwarzania farmaceutyków wzrosły o 28 proc., a średnia cena koszyka najczęściej stosowanych leków refundowanych spadła o 4 proc. Jak wspomniałem, jeśli ceny leków nie są indeksowane do realnych kosztów produkcji, rośnie ryzyko ograniczania inwestycji, spadku opłacalności produkcji w Unii, no i przenoszenia części wytwarzania poza Europę.
Jak ocenia pan proces inwestycji w technologie w naszej gospodarce – w automatyzację, robotyzację, chmurę i cyfryzację, w tym rozwiązania AI?
– W przemyśle farmaceutycznym kluczowe są automatyczne linie produkcyjne, cyfrowe systemy jakości (QMS), predykcyjne planowanie produkcji, AI w analizie danych jakościowych i procesowych.
AI może zaś znacząco zwiększyć efektywność w: planowaniu produkcji, zarządzaniu zapasami, analizie ryzyka jakości, optymalizacji zużycia energii.
W jakich działach polskiej gospodarki można wykorzystać AI, a w jakich to trudniejsze?
– Najtrudniej wdrażać AI w sektorach niskomarżowych, o ograniczonym dostępie do kapitału. Przemysł farmaceutyczny bardzo szeroko natomiast wprowadza rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji (chodzi zarówno o badania kliniczne, jak również przedkliniczne).
Wartością sztucznej inteligencji stało się to, że bardzo trafnie selekcjonuje wstępne dane i pozwala wybrać te obszary, które rokują na pozytywne efekty w dalszych badaniach.
Z rozmów z przedstawicielami naszych firm członkowskich wynika, że AI nie jest już traktowana jako nowinka, tylko po prostu jako narzędzie optymalizujące procesy. Zresztą w tej mierze czeka nas jeszcze szybki i olbrzymi rozwój.
Co ma pan na myśli?
– Gdy Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) zdecydował się na udostępnienie firmom farmaceutycznym publicznych danych zdrowotnych, to – z użyciem narzędzi AI – można by na masową skalę analizować te zbiory i wybrać potencjalnych „kandydatów” na leki oraz zarazem wskazać dalsze kierunki badań.
Czy zasilanie narzędzi AI ogromnymi zbiorami danych o zdrowiu, nawet jeśli są one anonimowe, nie da właścicielom tej technologii swego rodzaju władzy nad resztą społeczeństwa?
– Nie mam takich obaw… Dane są analizowane zbiorczo, w tzw. metaanalizach. Nie ma zatem żadnego ryzyka dotarcia do informacji o zdrowiu konkretnego pacjenta. Rysuje się tu za to wiele korzyści – np. w usprawnieniu procesów tworzenia nowych leków.
Sztuczna inteligencja daje szanse na obniżenie kosztów pracy?
– Na tę redukcję wpływa bardzo wiele kwestii cząstkowych. Nie zapominajmy o tym, że AI też kosztuje…
Często firmy farmaceutyczne – zwłaszcza te działające globalnie – wchodzą we współpracę z dużymi dostarczycielami AI i budują odpowiednie modele, stworzone konkretnie z myślą o nich. To oczywiście wymaga niemało środków. Raczej nie chodzi zatem obniżenie kosztów, ale o optymalizację procesu. Badanie staje się po prostu szybsze, niekoniecznie tańsze. Na końcu całego procesu, nawet przy zaangażowaniu sztucznej inteligencji, stoi człowiek.
Przewiduję, że wraz z rosnącą rolą AI, będzie też wzrastać zapotrzebowanie na wysoko kwalifikowanych specjalistów – rozumiejących te procesy i zdolnych do ich właściwego odczytywania. Podobnie w sektorze IT: nie poszukuje się już zwykłych programistów, ale osób szczebla „senior”.
Ekspansja zagraniczna jest już koniecznością. Chiny mogą nas zdominować
Jak branża postrzega konieczność skalowania działalności i ekspansji międzynarodowej w skali polskiej gospodarki?
– Polska pozostaje silnie zależna od importu wyrobów farmaceutycznych dla zaspokojenia popytu na krajowym rynku. Ale podczas ostatnich dwóch dekad nastąpił dynamiczny rozwój eksportu produktów farmaceutycznych z Polski.
O ile w 2003 r. wielkość deficytu handlowego w obrocie produktami przemysłu farmaceutycznego w relacji do wartości ich importu wynosiła aż 91 proc., o tyle w 2022 r. ta relacja zmalała znacząco – do 45,5 proc.
Niemcy są najważniejszym partnerem handlowym Polski w obrocie produktami przemysłu farmaceutycznego (zarówno jako dostawca importowanych towarów, jak również jako odbiorca produktów sprzedawanych na eksport).
W jakim stopniu polskie firmy odczuwają rosnącą konkurencję z Chin? W sektorze farmaceutycznym można chyba mówić o niemal zupełnym uzależnieniu od substancji czynnych niezbędnych do produkcji leków (API)…
– Polska i UE są w ponad 80 proc. zależne od importu API – głównie z Chin i Indii, co stanowi oczywiście poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa lekowego.
Koncentracja produkcji w Azji (ok. 45 proc. w Chinach) sprawia, że krótki przestój w dostawach może wywołać brak kluczowych leków (np. onkologicznych czy kardiologicznych). „Chorobliwa zależność”, jak określa to Komisja Europejska, jest wynikiem przenoszenia latami produkcji do Azji w poszukiwaniu niższych cen.
Bez odpowiednich regulacji nie mamy szans z konkurencją z Azji. Różnice kosztowe wynikają m.in. ze wsparcia państwowego, tańszej energii, niższych kosztów środowiskowych, skali produkcji.
Jeżeli europejscy producenci utracą zdolności wytwórcze, ryzyko uzależnienia i przyszłego dyktatu cenowego naturalnie jest realne. W sektorze leków krytycznych to jednak także kwestia bezpieczeństwa zdrowotnego, a nie wyłącznie konkurencji cenowej.
Chiny przesuwają się coraz wyżej w łańcuchu dostaw – tworzą już nie półprodukty, ale gotowe wyroby. Czy w przypadku sektora farmaceutycznego istnieje zagrożenie, że już niebawem do Europy nie będą trafiać API, ale gotowe chińskie leki?
– Zdecydowanie tak! W Chinach trwa dziś ogromny boom biotechnologiczny. Bardzo dużo firm z tzw. biotechu przenosi swoje centra do Państwa Środka.
Chiny od kilkunastu lat agresywnie wchodzą na rynek leków innowacyjnych. Już niebawem odczujemy tego skutki… Stoimy tuż przed momentem, kiedy producentami większości innowacyjnych leków będą Chińczycy.
Z czego to wynika? Lepszego zaplecza naukowego, niższych kosztów pracy, łagodniejszych regulacji np. środowiskowych?
– Nie powiedziałbym, że mają lepszych naukowców, ale mają równie dobrych jak ci europejscy i amerykańscy. Lata inwestowania w naukę oraz ściąganie do siebie najlepszych ekspertów z całego świata sprawiły, że to właśnie na chińskich uczelniach widać dostęp do wiedzy na najwyższym poziomie. Oczywiście koszty pracy, koszty środowiskowe, koszty energii są niewspółmierne do kosztów europejskich…
Jeśli nie już nie tylko produkcja API, ale również gotowych leków będzie odbywać się w Chinach, to produkcja w Unii stanie się zupełnie nieopłacalna?
– Wiele zależy od podejścia państwa, konkretniej polskiego Ministerstwa Zdrowia. Jeśli leki innowacyjne produkowane w Chinach znajdą się na listach refundacyjnych, to wówczas konkurowanie z tymi podmiotami będzie dla nas jeszcze trudniejsze.
Obawia się pan, że wraz z osiągnięciem pozycji rynkowego monopolisty Chińczycy mogą zacząć dyktować Europie zaporowe ceny leków?
– Już dochodzi do tego typu zjawiska w odniesieniu do leków generycznych. Powtarzam: bez wsparcia państwa, polski i europejski biznes nie ma szans w starciu z przemysłem chińskim, korzystającym z dobrodziejstw protekcjonalizmu gospodarczego. Konkurencja jest po prostu skrajnie nierówna!
Trzeba wspierać uruchamianie linii produkcyjnych leków krytycznych
Jak państwo może pomóc firmom w ekspansji zagranicznej. Czy dyplomacja gospodarcza albo działalność PAiH, KUKE, PFR, BGK etc. jest skuteczna?
– Każda forma wsparcia jest mile widziana. W przypadku tak specyficznego rynku jak branża lekowa, kluczowe pozostają rozwiązania wprowadzane na poziomie unijnym.
Trwają prace nad Aktem o lekach krytycznych – zobaczymy, co przyniosą. Istotne jest to, czy zaproponowane w jego ramach rozwiązania pójdą w parze ze zmianami w wieloletnich ramach finansowych i dodatkowym wsparciem finansowym dla producentów leków, inwestujących w zapewnienie Europie bezpieczeństwa lekowego. Bez wsparcia finansowego budowanie konkurencyjności zarówno wewnątrz UE, jak i poza jej granicami jest trudno osiągalne.
Potrzebna jest długoterminowa polityka przemysłowa, wsparcia dużych projektów CAPEX (Capital Expenditures, długoterminowe inwestycje przedsiębiorstw w aktywa trwałe, takie jak budynki, maszyny, urządzenia czy technologie, mające na celu rozwój, modernizację lub zwiększenie zdolności produkcyjnych – przyp. red.), identyfikacja sektorów strategicznych, A w sektorach krytycznych – instrumenty systemowe, a nie tylko projektowe.
Czy planowane cła wyrównawcze CBAM mogą skutecznie skorygować niekorzystne relacje cenowe między produktami unijnymi i głównie azjatycką konkurencją? W krajach azjatyckich podatki emisyjne są niższe, a państwo – mniej lub bardziej jawnie -dotuje produkcję.
– To typowy domiar… Produkty chińskie będą droższe, ale to w żaden sposób nie przełoży się na niższe koszty produkcji w Europie. W konsekwencji sektor farmaceutyczny bez realnego wsparcia państwa, może przerzucić się na produkcję tylko tych leków, które zapewniają realny zysk.
To kluczowy sektor dla zapewnienia bezpieczeństwa Europejczykom
W jakim stopniu Europa może uniezależnić się od dostaw z Chin i innych krajów Azji?
– W perspektywie krótkiej, tj. pięcioletniej, nie jest w stanie. Ale długofalowo, tj. za 15-20 lat, to już wykonalne.
Konieczne jest jednak wsparcie unijne i państwowe oraz zmiany w prawie, m.in. dopuszczające większą pomoc publiczną dla sektora farmaceutycznego.
Liczy pan na namacalne efekty – ogłoszonych w 2025 r. po publikacji raportu Draghiego – programów reindustrializacji czy tzw. strategicznej autonomii UE (poprawa niezależności surowcowej, inwestycje supernowoczesne dziedziny gospodarki, proinwestycyjne zmiany w raportowaniu ESG)?
– Wciąż jest nieco za wcześnie, by wskazywać namacalne efekty stosowania w praktyce (bądź nie) tych rekomendacji.
Z punktu widzenia przemysłu farmaceutycznego równie ważny jak raport Draghiego, stal się raport Niinistö (dotyczy bezpieczeństwa UE i reagowania na kryzysy). Wynika z niego, że sektor farmaceutyczny jest kluczowy dla zapewnienia bezpieczeństwa Europejczykom.
Dodatkowy problem z wdrażaniem zaleceń tego typu raportów polega na tym, że nie zawsze podejmuje się skoordynowane działania. Chodzi o to, że brakuje finansowania dla niektórych przedsięwzięć, bo to wynika z wieloletnich ram finansowych UE, które nie podlegają wystarczająco szybkim zmianom w reakcji na konieczność realizacji nowych celów.
Czy unijne finansowanie zachęca do zwiększania skali działalności polskich firm czy też przeciwnie: preferencje dla MŚP utrwalają obecną strukturę gospodarki i nadreprezentację małych i średnich firm?
– Rynek farmaceutyczny jest globalny – i niektórzy mogą powiedzieć, że nasze duże firmy są średnie z perspektywy Europy. Wszystko zależy zatem od punktu widzenia.
Większość instrumentów finansowych UE stworzono jakiś czas temu, wiele z nich nie przystaje do dzisiejszego świata. Idzie np. przyjęte w 2014 r. o unijne rozporządzenie w sprawie wyłączeń grupowych (GBER). Zgodnie z zwartymi w nim przepisami firmy działające w dużych ośrodkach miejskich, np. Warszawie, Wrocławiu albo Trójmieście, nie mogą liczyć na pomoc publiczną. Ale dlaczego zlokalizowane w dużych miastach zakłady produkujące leki mają tracić?
Celem tego rozporządzenia było wspieranie rozwoju mniej popularnych gospodarczo regionów. Może trzeba lokować fabryki właśnie tam?
– Dziś najważniejszym celem powinno być bezpieczeństwo i wspieranie tych gałęzi przemysłu, które przyczyniają do jego zapewnienia i wzrostu.
Jeśli firma jest usytuowana z dala od dużego ośrodka miejskiego, to jej szanse na przyciągnięcie wysoko wykwalifikowanych pracowników nie są duże. Nikt przecież nie chce przeprowadzać się z dużej metropolii z ogromną ofertą kulturalną, edukacyjną i rekreacyjną do małego miasteczka. Tak, niestety, wyglądają realia rynkowe.
Czy dostęp do finansowania zewnętrznego jest barierą dla wzrostu polskich firm, ale też w szybkiej ekspansji?
– Tak, szczególnie dla projektów przemysłowych o wysokim CAPEX i długim okresie zwrotu, pozostaje wyzwaniem. Do tego np. w pandemii przemysł farmaceutyczny postrzegano jako sektor wysokiego ryzyka i wówczas banki bardzo niechętnie udzielały mu pożyczek.
Nie zapominajmy, że to również branża bardzo mocno regulowana i każda zmiana w prawie może zachwiać jej stabilnością. To również nie służy wiarygodności w oczach banków.
Mimo tego polska ekspansja zagraniczna postępuję. Ostatnie przykłady? Przejęcie zakładów w Hiszpanii, ale także w Wietnamie, Uzbekistanie i Kazachstanie.
Czy stosunkowo niskie zadłużenie zewnętrzne polskich firm (także niskie ich zadłużenie w bankach na tle Unii) świadczy o zachowawczości w działaniu, w tym ostrożności – zdecydowanym priorytecie angażowania łatwo dostępnych lub tanich źródeł (kapitały własne, środki publiczne, w tym unijne)?
– Relatywnie niskie zadłużenie polskich firm może świadczyć o ostrożności, ale także o ograniczonej dostępności kapitału na skalowanie działalności.
Aby przyspieszyć wzrost, potrzebne są lepiej rozwinięte instrumenty długoterminowego finansowania przemysłu, mechanizmy podziału ryzyka inwestycyjnego, stabilne otoczenie regulacyjne.












Dodaj komentarz