W dobie rosnącego napięcia geopolitycznego program SAFE (Security Action for Europe) miał być zbawieniem dla polskiej obronności: 43,7 mld euro pożyczki z Unii Europejskiej na modernizację armii i wsparcie przemysłu zbrojeniowego. Rząd Donalda Tuska chwali go jako „epokowe wydarzenie” i szansę na oszczędności rzędu 36-60 mld zł w porównaniu do emisji obligacji skarbowych. Ale pod powierzchnią entuzjazmu kryje się mroczna rzeczywistość: mechanizmy warunkowości, ryzyko blokady środków przez Komisję Europejską i podejrzenia o korupcję, które wpisują się w szerszy obraz patologii w polskich organach państwowych i kręgach politycznych. Czy SAFE to naprawdę bezpieczeństwo, czy raczej kolejny instrument do prywatyzowania zysków i uspołeczniania strat?
Analiza wskazuje na to drugie. SAFE: Pożyczka z haczykiem!
Program SAFE, przyjęty 27 maja 2025 roku podczas polskiej prezydencji w Radzie UE, zakłada pulę 633 mld zł (150 mld euro) w niskooprocentowanych pożyczkach (ok. 3 proc.) na zakupy sprzętu wojskowego, głównie europejskiego pochodzenia. Polska, jako największy beneficjent, ma otrzymać niemal 29 proc. całej kwoty – ok. 180-185 mld zł, które muszą być wydane do 2030 roku na 139 projektów. Cele? Wzmocnienie potencjału obronnego UE, zmniejszenie zależności od uzbrojenia z USA i impuls dla europejskiego przemysłu zbrojeniowego. Brzmi obiecująco, ale krytycy – w tym posłowie PiS i Konfederacji – widzą w nim powtórkę z Krajowego Planu Odbudowy (KPO), gdzie środki blokowano pod pretekstem praworządności.
Negatywna strona programu ujawnia się w szczegółach.
Po pierwsze, SAFE to nie granty, a pożyczka do spłaty przez 45 lat z budżetu państwa.
Opozycja alarmuje, że raty mogą obciążać wydatki obronne, co w dłuższej perspektywie osłabi modernizację armii – zwłaszcza jeśli koszty spłaty pochłoną środki z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, jak ostrzegała Najwyższa Izba Kontroli w ubiegłym roku.
Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz zapewniał, że spłata nie dotknie budżetu MON, ale ustawa wdrażająca program nie precyzuje tego jednoznacznie, co rodzi wątpliwości. Co gorsza, oprocentowanie może wzrosnąć, jeśli Polska straci rating inwestycyjny – a w obliczu rosnącego długu publicznego (już ponad 1,5 bln zł) to realne ryzyko.
Po drugie, mechanizm warunkowości.
Rząd twierdzi, że chodzi wyłącznie o zabezpieczenia antykorupcyjne: Komisja Europejska może wstrzymać wypłaty, jeśli dojdzie do defraudacji, korupcji lub niewłaściwego wydatkowania środków. Ale jest tu pułapka: Każdą wypłatę trzeba uzyskać zgodę Komisji i Rady UE, a do spłacania nie trzeba konsultacji.
Przypomina to KPO, gdzie środki blokowano za „naruszenia praworządności”. Ekonomiści z Citi Handlowy chwalą warunki finansowe, ale nawet oni przyznają, że SAFE wiąże Polskę z konkretnym przemysłem zbrojeniowym – głównie niemieckim, co budzi obawy o transfer pieniędzy za granicę zamiast do polskich firm.
Niemcy same nie przystąpiły do programu, bo pozyskują tańsze pożyczki samodzielnie – dlaczego Polska ma ryzykować?
Wreszcie, tempo: 200 mld zł do wydania w cztery lata na 139 projektów. To recepta na chaos i marnotrawstwo. „To jedno wielkie oszustwo” bo pieniądze nie trafią w 100 proc. do polskiego przemysłu.
Prezydent Karol Nawrocki zgłaszał wątpliwości co do mechanizmów antykorupcyjnych, a Rada Bezpieczeństwa Narodowego nie rozwiała obaw o transparentność.
Korupcja w tle: Afera „Polska Amunicja” jako symbol patologii
SAFE nie jest wolny od podejrzeń o korupcję, co wpisuje się w szerszy krajobraz nadużyć w polskich elitach politycznych. Najgłośniejsza kontrowersja dotyczy spółki Polska Amunicja, która ma otrzymać 2 mld euro (ok. 10 mld zł) na produkcję amunicji 155 mm. Na czele firmy stoi Paweł Poncyljusz, były poseł Koalicji Obywatelskiej i kandydat z jej list. Poseł Janusz Kowalski (PiS) złożył wniosek do CBA, oskarżając o „jedną z największych afer korupcyjnych ostatnich lat”.
Poncyljusz broni się, że spółka jest w 50 proc. własnością WB Group (z udziałem państwowego PFR w 26 proc.) i została wskazana do projektu przez poprzedni rząd PiS. Ale fakty są nieubłagane: firma nie ma mocy produkcyjnych, w ubiegłym roku miała zerowy przychód, a mimo to ma pochłonąć miliardy. „Czy to nie pachnie korupcyjną ustawką?” – pyta bloger na Salon24, wskazując na brak transparentności w alokacji środków. To nie jedyny przykład.
SAFE wymaga „zabezpieczeń antykorupcyjnych”, ale w Polsce, gdzie Indeks Percepcji Korupcji Transparency International za 2025 rok daje nam zaledwie 53 punkty na 100 (52. miejsce na 182 kraje), takie mechanizmy mogą być fikcją.
Przykłady korupcji:
Korupcja w polskich organach państwowych i kręgach politycznych to nie abstrakcja – to systemowy problem, który SAFE może pogłębić. Weźmy aferę z Funduszem Sprawiedliwości: w latach 2018-2023 środki na pomoc ofiarom przestępstw (ok. 700 mln zł) rozdzielano według partyjnego klucza, finansując m.in. kampanie wyborcze PiS. Prokuratura postawiła zarzuty byłym ministrom, ale sprawy utknęły w upolitycznionej prokuraturze.
Podobnie afera wizowa: w 2023 roku ujawniono, że za łapówki (nawet 5 tys. dolarów) wydawano wizy do strefy Schengen, co zagrażało bezpieczeństwu UE. Komisja śledcza Sejmu zawiadomiła prokuraturę o przestępstwach byłego premiera Mateusza Morawieckiego.
Inny przykład: „wybory kopertowe” z 2020 roku, gdzie 70 mln zł wydano na niedoszłe głosowanie pocztowe bez podstawy prawnej. Komisja śledcza wskazała na nadużycia, w tym korupcję w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych (RARS), gdzie kontrakty na maseczki i respiratory podpisywano z firmami powiązanymi z politykami PiS.
W spółkach Skarbu Państwa korupcja kwitnie: w latach 2023-2025 ujawniono dziesiątki przypadków nepotyzmu, gdzie stanowiska obsadzano „swoimi” – od Orlenu po PKO BP. CBOS podaje, że 72 proc. Polaków widzi korupcję jako duży problem, a 10 proc. przyznało się do wręczenia łapówki w sektorze publicznym.
Program SAFE, mimo obietnic, niesie ryzyko korupcji i uzależnienia od Brukseli, wpisując się w dekadę patologii w Polsce. Od afery „Polska Amunicja” po systemowe nadużycia, pokazuje, jak elity polityczne – niezależnie od opcji – traktują publiczne pieniądze jako łup. Bez prawdziwych reform antykorupcyjnych, SAFE może stać się kolejnym „wielkim oszustwem”, obciążając przyszłe pokolenia długiem bez realnych korzyści. Czas na prawdziwą kontrolę, zanim unijne miliardy rozpłyną się w sieci powiązań.
JACEK TOCHMAN












Dodaj komentarz