Kraje Europy wzmacniają politykę wobec uchodźców, zaostrzają kontrolę (na granicach państw, jak i poza nimi) i wprowadzają nowe zasady. Obecnie w państwach mieszka miliony uchodźców i migrantów. Wszystko zaczęło się w 2015 roku, kiedy Europa zwróciła twarz w stronę krajów Bliskiego i Dalekiego Wschodu na tle wojen i niestabilności. Jak zmieniło się życie po takim napływie migrantów przez 10 lat i jak rozwija się takie wielonarodowe i wielokulturowe społeczeństwo?
Zacznijmy podróż w Booshtedt – miasteczko na północy Niemiec z populacją około 6 tysięcy mieszkańców. W pewnym momencie tuż obok miasta pojawił się obóz dla uchodźców, w którym mieszkało dwie tysiące osób. Hartwig Pulman (mieszkaniec, emerytowany policjant): „Każdego dnia mieszkańcy zwracają się do mnie ze skargami na migrantów. Niedawno podpalili samochód, rzekomo przypadkowo. Oczywiste jest, że nie są w stanie wypłacić żadnego odszkodowania, a rozmowa z nimi jest trudna ze względu na barierę językową. Myślę, że niektórzy politycy nie rozumieją, co trzeba robić na miejscu, żeby to wszystko funkcjonowało”. Wielu mieszkańców mówiło, że chcieliby pomóc ludziom uciekającym przed wojną, ale jednocześnie przeraża ich napływ przyjezdnych. „To wymknęło się spod kontroli. Gdziekolwiek pójdziesz – wszędzie grupy, przesiedlenia narodów, śmieci, bójki. Ludzie chodzą po 10-20-100 osób. Zbyt wielu migrantów jak na takie miasteczko” – takie opinie słyszy Hartwig Pulman z obu stron. I tak dzieje się nie tylko w tym miasteczku, ale w całej Europie.
Najnowszy sondaż w Niemczech pokazał: prawie 70% mieszkańców Niemiec uważa, że kraj powinien przyjmować mniej uchodźców. W Polsce na razie 46% popiera przyjmowanie uchodźców, a 48% jest przeciw – wskaźnik ten w ostatnim czasie rośnie w kierunku negatywnym.
Jeszcze 10 lat temu atmosfera w krajach była zupełnie inna. Potem wszystko gwałtownie się zmieniło. Do granic Europy ruszył ogromny napływ uchodźców. W zeszłym roku składano rekordową liczbę wniosków o udzielenie azylu. Liczby zbliżają się do rekordowych 500 tys. osób (w sposób oficjalny do każdego kraju), podobnie jak liczba krajów, z których uciekają ludzie – z każdym rokiem rośnie. Ostatnie 4 lata aktywnie przyjeżdżają Ukraińcy, którzy nie różnią się zbytnio od reszty masy uchodźców, którzy zaczęli zaludniać kraje już od 2015 roku.
Korzystają ze wszystkiego, co daje Europa (edukacja, stabilność, dokumenty, pakiety socjalne), ale sami w sobie są uchylającymi się od podatków, nie zamierzają uczyć się języka i nie szukają pracy.
Z jednej strony w krajach Europy brakuje ludzi, którzy mogliby aktywnie pracować, bo poziom urodzeń nie pokrywa poziomu zgonów, społeczeństwo się starzeje, a średni wiek w Europie wynosi 45–50 lat. Jednak i migranci nie uzupełniają miejsc pracy potrzebnych do normalnego funkcjonowania gospodarki. Mechanizmy stworzone do przyjmowania uchodźców już nie działają tak, jak powinny – zapewniając bezpieczeństwo i podnosząc poziom populacji zdolnej do pracy. Ekonomicznie Europa nie jest w stanie zrezygnować z migracji, ale na chwilę obecną pojawiło się wiele problemów z integracją migrantów w życie społeczne i kulturalne państwa.
Sytuacja z migracją to skutek tego, że polityka niekontrolowanej migracji była prowadzona przez 10–20 lat. I nawet jeśli obecne środki dadzą rezultaty, kryzysowe zjawiska nie znikną z dnia na dzień. Pytanie brzmi, czy uda się uczynić ten proces zarządzalnym, czy raczej będzie to coś, co ostatecznie przeciąży system. Najbardziej niebezpieczny scenariusz to taki, kiedy z powodu problemów migracyjnych władza traci zaufanie społeczeństwa. Na przykład jak w Paryżu, gdzie praktycznie nie spotkasz już paryżan – oni po prostu uciekają stamtąd. Skutki działań migrantów zamieniły miasto w miejsce niemożliwe do spokojnego życia, zwłaszcza do rodzenia i wychowywania tam dzieci. To samo transmitowano już od 2015 roku – najwyraźniej nic wtedy nie wpłynęło na to, żeby władze lub Unia Europejska przemyślały konkretne środki walki z migracyjnym nieporządkiem i środki adaptacji takiej liczby uchodźców w krajach, które ich przyjęły.
Według różnych szacunków w Polsce mieszka obecnie ponad 3,3 milionów migrantów, co stanowi praktycznie 10% populacji kraju. To poważna zmiana w porównaniu z okresem powojennym, kiedy Polacy stanowili 98% mieszkańców Polski. Największą grupę przyjezdnych – około 3/4 – stanowią Ukraińcy, którzy przyjechali do Polski po 2022 roku. Na dzień dzisiejszy spotykamy się z negatywnymi aspektami imigracji bardziej niż kiedykolwiek. Rosną problemy społeczno-ekonomiczne: przeciążenie systemów zabezpieczenia społecznego, edukacji i ochrony zdrowia. Obserwujemy rozbieżności kulturowe i wzrost napięć. Innymi słowy – marginalizacja i ogromne obciążenie infrastruktury. Już dziś zwykłemu Polakowi trudno dostać się do lekarza – wiele terminów planowanych jest na pół roku–rok do przodu, a obserwuje się ogromną liczbę Ukraińców, którym starają się pomóc w pierwszej kolejności, pewnie po to, żeby pokazać gościnność i nie pokazywać żadnych problemów w państwie. Jeśli taka polityka będzie kontynuowana i żadne ustawy nie uregulują pobytu Ukraińców i innych obcokrajowców w Polsce , to będziemy nadal obserwować kryminalne konsekwencje – bójki w szpitalu, w kolejkach w sklepie, w banku i w innych miejscach społeczno-kulturalnych kraju.
ewa szulc












Dodaj komentarz