Trump oświadczył, że Stany Zjednoczone będą „rządzić” krajem do czasu ustanowienia nowej władzy

niezależny dziennik polityczny

Na początku stycznia siły USA przeprowadziły operację wojskową w Wenezueli, w wyniku której schwytano prezydenta Nicolása Maduro i jego żonę. Trump oświadczył, że Stany Zjednoczone będą „rządzić” krajem do czasu ustanowienia nowej władzy. Niedługo potem Trump ponowił groźby wobec Grenlandii, domagając się jej przejęcia od Danii. USA rzekomo muszą przejąć Grenlandię, zanim zrobią to Rosjanie czy Chińczycy. Ma być to krok konieczny dla zagwarantowania bezpieczeństwa Ameryce.

Oprócz tego amerykański prezydent grozi nałożeniem dalszych taryf na różne kraje, próbuje stworzyć własną alternatywę dla NATO, pokazuje „fakulca” swoim obywatelom i upuszcza różne przedmioty podczas przemówień. Może warto więc zastanowić się, czy wszystko z nim w porządku? Może jego ostatnie działania są wynikiem poważnej choroby? Może jego mowa go zdradza?

Anomalie

Wiele uszkodzeń mózgu manifestuje się w języku. Dobrze widać to na przykładzie afazji, która co roku dotyka na świecie około 2 milionów osób. Afazja definiowana jest jako „utrata zdolności do komunikowania się za pomocą języka, mimo sprawności aparatu artykulacyjnego”, a prowadzi do niej najczęściej uszkodzenie lewej półkuli – zwłaszcza płata czołowego (Broca) i skroniowego (Wernicke). Innymi słowy: z gardłem i językiem wszystko jest ok. To centralny układ nerwowy nawala.

Afazja jest symptomem głębszego problemu neurologicznego. Na przykład po udarze, który blokuje dopływ krwi, niektóre komórki mózgowe obumierają, a wraz z nimi zdolność do zamieniania myśli w słowa. Inne przyczyny afazji to guzy czy encefalopatia. Afazja może być przejściowa, jeśli uszkodzenie jest lekkie lub trwała i wymagająca długiej rehabilitacji. Co jednak dokładnie dzieje się z językiem w afazji?

Lingwistyczne objawy afazji to spory wachlarz anomalii. Zaburzona może być fonetyka (dźwięki), semantyka (znaczenia), składnia (gramatyka) i pragmatyka (kontekst). W afazji każdy z tych elementów zawodzić może więc w mierzalny sposób. Jednym z najczęstszych problemów w afazjach są np. parafazje – błędy w doborze słów lub dźwięków. Parafazje dzielą się na fonemiczne, gdy pacjentowi mylą się poszczególne fonemy, dźwięki (np. „kot” staje się „tot” lub „kod”), i semantyczne, gdy znaczenie wypowiadanych słów jest bliskie, ale błędne (np. „pies” zamiast „kot”, bo oba to zwierzęta).

Inny kluczowy objaw to agramatyzm, czyli rozpad gramatyki. Zdania pacjentów z afazją stają się telegraficzne: „Ja iść sklep” zamiast „Idę do sklepu” itd. Do tego dochodzi anomia – trudności w nazywaniu rzeczy. Neologizmy to kolejny twist: pojawiają się wymyślone słowa, jak „poftok” zamiast „samochód”. Mózg wypełnia luki nonsensem. Jeszcze inną komplikacją jest dysfluencja – przepływ zdań zostaje zaburzony przez powtórzenia i zacięcia.

Inną chorobą znaną ze swojego wyniszczającego wpływu na język jest Alzheimer, w którym zaburzenia językowe pojawiają się jako część szerszego obrazu demencji. Na początku dominuje anomia. Pacjent mówi więc „to do pisania” zamiast „długopis” i myli imiona bliskich. Problem ten wynika z degeneracji płatów skroniowych, gdzie przechowywane są znaczenia słów. Z czasem dochodzą parafazje semantyczne: zamiana słów o podobnym znaczeniu, np. „pies” zamiast „kot”, bo oba kojarzą się ze zwierzętami. Mowa staje się „pusta” – pełna ogólników, powtórzeń i dygresji, a zdania tracą spójność.

Na zaawansowanym etapie Alzheimera pacjenci gubią gramatykę, tworzą neologizmy i tracą zdolność zrozumienia złożonych zdań. Niektóre symptomy są więc podobne do afazji, ale jednoznaczna diagnoza na podstawie symptomów lingwistycznych jest trudna. Można jednak na podstawie błędów językowych dostrzec ważne symptomy, a żeby to zrobić, wystarczy posłuchać uważnie, jak ktoś mówi. Tego kogoś od nas może dzielić nawet wielki ocean.

Świnki

Minął rok od powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu. Rok temu Trump miał być też lepszą, zdrowszą alternatywą dla Bidena, który momentami nie wiedział pewnie, co się z nim dzieje i co mówi. Problemy zdrowotne Demokraty były oczywiste dla wszystkich – jedynie jego partia była gotowa kłamać Amerykanom w żywe oczy i udawać, że wszystko jest z Biden w porządku. Obecnie jednak – niecały rok później – w podobnej sytuacji znaleźli się chyba Republikanie.

Trump, lat 79, w swoich przemówieniach, wywiadach i postach na X wykazuje bowiem coraz więcej anomalii. Obecnie amerykański prezydent rzuca też rzeczy na podłogę podczas swoich wystąpień – te objawy są jednak nowe. Lingwistyczne pojawiają się natomiast prawdopodobnie od miesięcy lub lat. Autor tego tekstu zaczął się nad nimi zastanawiać w listopadzie minionego roku, kiedy to Donald Trump nazwał jedną z rozmawiających z nim dziennikarek „świnką” i kazał się jej zamknąć.

Chamstwo nie byłoby niczym nowym dla Trumpa. Ekscentryczny milioner już wcześniej nazywał też kobiety (np. Rosie O’Donnell) świniami. Wcześniej było to jednak z reguły opakowane w strukturę żartu albo w kontekst dłuższej, męczącej rozmowy. W przypadku dziennikarki, którą chciał uciszyć Trump, chamstwo wydawało się zbyt impulsywne – nawet jak na Trumpa. Autor przypomniał więc sobie o pacjentach, z którymi miał kontakt, kiedy studiował jeszcze lingwistykę. Przypomniał sobie o pacjentach, którzy cierpieli na demencję płata czołowego, FTD (Frontotemporal Dementia).

Demencja płata czołowego uderza w język (i nie tylko) subtelnie, ale konsekwentnie. Płaty czołowe zarządzają planowaniem mowy, filtrowaniem impulsów i logicznym budowaniem myśli. W FTD pacjenci tracą precyzję, popełniają błędy, które nie są zwykłymi przejęzyczeniami, i upraszczają komunikację. Eksperci wyróżniają też kilka kluczowych dla FTD zjawisk, a u Trumpa widać je coraz częściej.

Pomarańcze

Trumpa prześladują przede wszystkim wspomniane wcześniej parafazje fonemiczne – to zamiana części słów na podobne brzmiące, ale nonsensowne. Amerykański prezydent, mówiąc więc o śledztwie w sprawie Rosji, zamiast origins (początki) mówi oranges (pomarańcze) – the oranges of the investigation. Niedawno, w 2025 roku podczas wiecu w Ohio, Trumpowe three years later (trzy lata później) zamieniły się w three years lady lady lady (trzy lata panie, panie, panie). Fałszywe fonemy przybyły jako echo.

Innym symptomem FTD jest wyjaśniona na początku anomia. Trump bardzo często używa ogólnych słów lub opisuje okrężnie, co chce powiedzieć. Thing (rzecz) lub it (to) zamiast konkretów są u niego na porządku dziennym. Opisując osiągnięcia Abrahama Lincolna, Trump mówi więc, że Lincoln „był człowiekiem, który zrobił coś niesamowitego”, a w przemówieniach o gospodarce powtarza natomiast non stop „coś, coś, coś”.

Agramatyzm wspomniany wyżej to kolejny problem Trumpa: polityk upraszcza coraz bardziej zdania, co sprawia, że brzmią one telegraficznie – pomijane są łączniki, końcówki czy czasy. Składnia urywa się. „Łódź tonie… Siedzę na baterii… Czy mnie porazi prąd?… Potem patrzę i jest rekin… Porażenie czy rekin”. „Urządziłem salę posiedzeń gabinetu… Zabijają nas. Zabijają piękno…”. Takie zdania produkuje od dawna Trump.

Mowę Republikanina charakteryzuje też tangentialność, czyli skakanie po tematach bez logicznego połączenia. Skoki te brzmią jak chaotyczne dygresje i utraty wątku. Trump zmienia więc podczas jednego przemówienia temat z piasku na plaży na Michaela Jacksona, a potem na politykę transgraniczną. Trump skacze od handlu z Chinami do „wiatraków zabijających ptaki” i „elektrycznych łodzi z rekinami”, a mówiąc o imigrantach, idzie w dygresję o Hannibalu Lecterze.

Hamulce

I na koniec (tej krótkiej analizy): mowa Trumpa pełna jest perseweracji, czyli powtarzanych w kółko fraz. Wszystko jest więc ciągle w przemowach Trumpa duże, wielkie, wspaniałe, wszystko jest fake news, a on jest najlepszy, pierwszy i przełomowy. Tutaj jednak trudno stwierdzić, co jest perseweracją, a co chorobliwie przerośniętym ego milionera.

Pomijając natomiast lingwistyczne skutki FTD: uszkodzenie płatów czołowych kasuje w człowieku hamulce społeczne. Taka dezinhibicja manifestuje się zaś jako wulgarny język, chamstwo, brak wstydu, agresja słowna i obsceniczne komentarze. I wtedy nawet bez widocznego powodu prezydent USA nazywa dziennikarkę świnką, a swoim obywatelom pokazuje fakulca.

Nie da się oczywiście na odległość i bez pomocy lekarzy zdiagnozować FTD, choroby nieuleczalnej i stale postępującej. Średnio od pierwszych objawów żyje się z nią 7–10 lat. W przypadku Trumpa pierwsze objawy pojawiały się natomiast ok. 2019 roku, kiedy to jego uproszczona gramatyka i powtarzane wiecznie frazy wydawały się w najgorszym wypadku zabawne. Wczesne lata FTD przynoszą natomiast zmiany osobowości i impulsywność – oba zjawiska da się przecież i w tym przypadku zaobserwować, jeżeli porówna się pierwszą i obecną kadencję Trumpa. Kiedy zaś zajdą te zmiany, oprócz trudności z mową pojawiają się trudności z ruchem i samodzielnością. Czy Trump przypadkiem upuszcza teraz różne przedmioty podczas swoich wystąpień?

Końcowy etap to ciężka niepełnosprawność i śmierć z powodu zapalenia płuc (np. po zachłyśnięciu), infekcji lub upadków. Pamięć pozostaje lepsza niż w Alzheimerze, ale osoba traci kontrolę nad sobą. Co jednak, gdy oprócz tego chory traci kontrolę nad całym krajem?

Źródło: NCZAS.pl

Więcej postów

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*