Jeszcze niedawno brakowało miejsc w przedszkolach. Dziś w wielu miastach są ich tysiące wolnych, a samorządy mówią wprost o konieczności likwidacji części placówek. Wszystko przez narastający kryzys demograficzny.
Spadek liczby urodzeń w Polsce zaczyna przynosić bardzo konkretne konsekwencje. Po zamykaniu oddziałów położniczych przyszedł czas na kolejne placówki publiczne. Coraz więcej miast rozważa ograniczanie liczby żłobków i przedszkoli, a w dalszej perspektywie także szkół.
Jak wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, kryzys demograficzny pogłębia się z roku na rok. W 2025 roku liczba urodzeń była o 14 tysięcy niższa niż rok wcześniej. Łącznie na świat przyszło 238 tysięcy dzieci. Jednocześnie liczba ludności Polski na koniec 2025 roku zmniejszyła się o 157 tysięcy w porównaniu z rokiem poprzednim i wynosi obecnie 37,332 miliona osób.
GUS wskazuje również, że populacja osób poniżej 17. roku życia skurczyła się do 6,6 miliona. W ciągu ostatnich 25 lat oznacza to spadek aż o 2,7 miliona dzieci i młodzieży.
„Analiza procesów demograficznych wskazuje, że sytuacja demograficzna Polski nie ulegnie znaczącej zmianie. Utrzymujący się od około trzech dekad niski poziom dzietności będzie nadal wpływał na niską liczbę urodzeń, zwłaszcza w kontekście systematycznego zmniejszania się liczby kobiet w wieku rozrodczym” – podkreśla GUS.
Warszawa już podjęła decyzje. Inne miasta na razie obserwują
W tej sytuacji nie zaskakuje fakt, że samorządy zaczynają ograniczać infrastrukturę edukacyjną. Po zamykaniu porodówek – jak informowała niedawno „Rzeczpospolita”, od początku roku zlikwidowano ich już 18 – przyszedł czas na żłobki i przedszkola.
Warszawa jest pierwszym dużym miastem, które otwarcie rozpoczęło ten proces. W połowie stycznia stołeczni radni zdecydowali o likwidacji czterech przedszkoli. Jak tłumaczy dziennikarzom „Rzeczpospolitej” rzeczniczka ratusza Monika Beuth, pierwsze kroki w kierunku reorganizacji sieci placówek zapadły już jesienią ubiegłego roku.
Powodem są twarde dane. Stolica dysponuje obecnie około 43 tysiącami miejsc w przedszkolach, z czego 2,5 tysiąca pozostaje niewykorzystanych. – Prognozy demograficzne pokazują, że w porównaniu z obecnym rokiem, liczba dzieci 3-letnich, które rozpoczynają edukację przedszkolną we wrześniu 2026 r., będzie mniejsza o blisko 2 tys. dzieci – informuje Beuth. – W roku szkolnym 2028/2029 w porównaniu do bieżącego roku szkolnego będzie nawet 15 tys. mniej dzieci w wieku przedszkolnym zamieszkałych w Warszawie – dodaje.
Najbardziej dotknięte spadkiem liczby dzieci jest Śródmieście, gdzie najczęściej wygaszane są całe placówki lub pojedyncze oddziały.
Decyzje te spotykają się jednak z krytyką części radnych. Jak zaznaczyła Dorota Spyrka, radna partii Razem, mimo że w Śródmieściu jest mniej dzieci, ale rodzice, którzy pracują w tej dzielnicy chętnie decydują się na przywożenie dzieci do tych placówek – jest to dla nich bowiem łatwiejsze logistycznie. Zdaniem polityczki, „decyzja o wygaszaniu placówek powinna być podejmowana po konsultacjach społecznych”. – My natomiast o całej sprawie dowiedzieliśmy się z mediów – mówi „Rzeczpospolitej”.
Samorządy szukają wyjścia. Zamknięcia to ostateczność
Poza Warszawą inne miasta na razie wstrzymują się z likwidacją placówek, choć wszędzie widać nadmiar wolnych miejsc. W Łodzi urzędnicy zapowiadają, że decyzje zapadną dopiero po analizie wyników rekrutacji, która rozpocznie się w kwietniu. Jednocześnie przyznają, że jeśli obecne trendy się utrzymają, w ciągu 5-10 lat liczba miejsc w żłobkach może znacząco przewyższać zapotrzebowanie.
W Łodzi wolnych jest już blisko 300 miejsc w żłobkach. Podobna sytuacja panuje w Lublinie, gdzie niewykorzystanych pozostaje około 390 miejsc, oraz w Częstochowie, która również nie planuje wygaszania placówek w tym roku. – Z danych demograficznych ostatnich trzech lat wynika, iż liczba miejsc w przedszkolach (…) jest większa niż liczba dzieci w danym roczniku – zaznacza Włodzimierz Tutaj, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Częstochowy.
Wpływ na sytuację ma także rządowy program „Aktywny rodzic”, potocznie nazywany „babciowym”, czyli wsparcie finansowe dla rodziców dzieci w wieku od 12. do 35. miesiąca życia, umożliwiające opłacenie opieki, na przykład sprawowanej przez babcię.
Problem nadmiaru miejsc dostrzega również Poznań, gdzie wolnych jest około 1500 miejsc w przedszkolach. – Wydział Oświaty w oparciu o dane demograficzne przewiduje, że liczba miejsc w przedszkolach będzie wymagała korekty – mówi Wiesław Banaś, zastępca dyrektora Wydziału Oświaty Urzędu Miasta Poznania, podkreślając, że na razie nie zapadły decyzje o zamknięciach.
Partia Razem przekonuje, że zamiast likwidacji placówek lepszym rozwiązaniem byłoby zmniejszenie liczby dzieci w grupach. – Niech zamiast 25 będzie to 18 dzieci – argumentuje Dorota Spyrka. Projekt ustawy w tej sprawie zaprezentowała w Sejmie Marcelina Zawisza.
Równolegle Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowało projekt umożliwiający przekształcanie małych szkół w lokalne centra usług społecznych, na przykład z żłobkami czy domami pomocy. Projekt trafił już do Sejmu. – Reorganizacja sieci szkół i przedszkoli to dziś wyzwanie dla wszystkich samorządów. W obecnym kształcie systemu nie da się go utrzymać – podkreśla Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.
Źródło: Rzeczpospolita












Dodaj komentarz