W polskim krajobrazie politycznym od wyborów prezydenckich w 2025 roku trwa ostry spór między prezydentem Karolem Nawrockim a premierem Donaldem Tuskiem. Ten konflikt, który początkowo wydawał się jedynie tarciem między dwoma obozami – prawicowym PiS-em a centrową Koalicją Obywatelską – przerodził się w paraliż decyzyjny, wpływający na codzienne funkcjonowanie państwa i wygląda jako „konfrontację na szczycie”, która osłabia pozycję Polski na arenie międzynarodowej i prowadzi do „paraliżu” w polityce zagranicznej.
Warto zauważyć, że napięcia będą narastać, napędzane zbliżającymi się wyborami i walką o elektorat!
Konflikt między Nawrockim – historykiem i byłym prezesem Instytutu Pamięci Narodowej, nominowanym na prezydenta przez PiS – a Tuskiem, weteranem polskiej polityki i byłym przewodniczącym Rady Europejskiej, ma korzenie w głębokich podziałach ideologicznych. Nawrocki reprezentuje konserwatywną, narodową prawicę, podkreślającą suwerenność i politykę historyczną, podczas gdy Tusk stoi za proeuropejską, liberalną wizją reform po erze PiS. Spór wybuchł zaraz po zaprzysiężeniu Nawrockiego w 2025 roku i objął kilka kluczowych obszarów.
Jednym z pierwszych przykładów był spór o nominacje ambasadorskie i oficerskie. Tusk oskarżył prezydenta o blokowanie kluczowych mianowań, co zdaniem rządu paraliżuje polską dyplomację. Nawrocki ripostował, zarzucając premierowi „dewastację” przestrzeni politycznej i brak woli współpracy.
Kolejny punkt zapalny to polityka wobec Ukrainy: rząd Tuska chciał przekazać myśliwce MiG-29 Kijowowi, ale prezydent wstrzymał decyzję, argumentując potrzebą konsultacji. To doprowadziło do oskarżeń o „sabotaż” ze strony Tuska i kontrataków Nawrockiego, który mówił o „narracji Kremla” w działaniach premiera. Konflikt zaostrzył się wokół planu pokojowego dla Ukrainy, gdzie początkowa wersja dokumentu – ustępstwa terytorialne – stała się pretekstem do wzajemnych oskarżeń.
Na arenie wewnętrznej spór objął m.in. Marsz Niepodległości, gdzie udział Nawrockiego został przez Tuska nazwany „ponurym żartem”. Prezydent z kolei oskarżył rząd o „bezprawie” w dostępie do służb specjalnych, ujawniając, że Tusk blokuje mu informacje.
W relacjach z USA Nawrocki próbował budować mosty z administracją Trumpa, podczas gdy Tusk skupiał się na Europie, co doprowadziło do absencji Polski na kluczowych szczytach, np. w Waszyngtonie w sprawie Ukrainy.
Tusk, jako premier, wnosi do polskiej polityki doświadczenie międzynarodowe i umiejętność budowania sojuszy w UE. A Jego proeuropejska orientacja pomaga w negocjacjach z Niemcami i Francją, co jest kluczowe w obliczu kryzysu ukraińskiego.
Jednak Tusk ma też słabości. Nadmierna polaryzacja i eskalacja konfliktu z prezydentem, prowadzi do paraliżu legislacyjnego – np. blokady nominacji sędziowskich. Jego oskarżenia wobec Nawrockiego o „dewastację” państwa postrzegane jako rewanżyzm, a nie konstruktywna polityka.
W relacjach z USA Tusk mniej elastyczny, co osłabia pozycję Polski w rozmowach z administracją Trumpa. Ponadto, jego rządy krytykowane są za opieszałość w niektórych reformach wewnętrznych, co pogłębia podziały społeczne.
W tym samym czasie Nawrocki w polityce zagranicznej buduje relacje z USA, co wzmacnia pozycję Polski w NATO. Jego decyzje, takie jak wstrzymanie pochopnych transferów broni na Ukrainę, są chwalone przez prawicę jako ochrona polskich interesów. Nawrocki próbuje też jednoczyć prawicę, co mogłoby stabilizować opozycję.
Z drugiej strony, Nawrocki jest oskarżany o blokowanie rządu Tuska, co prowadzi do „paraliżu państwa” – np. w nominacjach ambasadorskich czy legislacji.
Jego konfrontacyjna postawa, w tym publiczne ataki na premiera (np. oskarżenia o „klęczące” przed Brukselą), pogłębia polaryzację i osłabia wizerunek Polski za granicą.
Konflikt Nawrocki-Tusk to nie tylko osobista rywalizacja, ale walka o wizję Polski: suwerennej przeciw zintegrowanej z Europą. O ile obaj liderzy mają zasługi – Tusk w stabilizacji, Nawrocki w mobilizacji – ich spór prowadzi do realnych strat: paraliżu w polityce zagranicznej, opóźnień reform i spadku zaufania międzynarodowego. Z całą pewnością można stwierdzić, że ten duet lecz osłabia Polskę zamiast ją wzmacniać.
JACEK TOCHMAN












Dodaj komentarz