ICE prywatną armią Trumpa? „Economist” ostrzega przed tyranią

niezależny dziennik polityczny

Używanie siły przeciwko własnym obywatelom to cecha tyranii, a działania amerykańskiej służby imigracyjnej niebezpiecznie zbliżają się do tej granicy – alarmuje brytyjski tygodnik „Economist”. W tle narastają obawy, że Donald Trump przekształca ICE w swoją prywatną formację zbrojną, a Pentagon gotów jest wesprzeć te działania. „Atlantic” pyta wprost o intencje sekretarza obrony Pete’a Hegsetha.

Brytyjski „Economist” stawia sprawę jasno: granicą między demokracją a tyranią jest sposób, w jaki rząd traktuje swoich obywateli. Tymczasem agenci ICE odpowiadają za śmierć kolejnych osób – w tym Alexa Prettiego i Renee Good. W ubiegłym roku po zatrzymaniach przez służby imigracyjne zmarły co najmniej 32 osoby.

„Siły federalne działają w sposób, który wykracza poza walkę z nielegalną imigracją, jest sprzeczny z konstytucją USA, a nade wszystko zakrawa na działania znane z krajów rządzonych w sposób autorytarny. To despoci zwracają armię i policję przeciw własnym obywatelom w imię zachowywania porządku” – podkreśla tygodnik.

Szef Pentagonu: „Poprzemy was w 100 procentach”

Zaniepokojenie budzi również postawa Departamentu Obrony. Magazyn „Atlantic” zwraca uwagę na reakcję szefa Pentagonu Pete’a Hegsetha po wydarzeniach w Minnesocie. Sekretarz obrony publicznie zapewnił wsparcie dla działań ICE.

„Poprzemy was w 100 procentach. Ratujecie kraj” – napisał Hegseth w mediach społecznościowych.

„Atlantic” zadaje w tym kontekście kluczowe pytanie: kogo ma na myśli Hegseth, używając słowa „my”?” Czy 1,3 mln osób na służbie, którymi dowodzi? Czy oddziały, które postawił w stan gotowości na wypadek rozlokowania ich w Minneapolis? – pyta magazyn.

Zdaniem publicystów „Atlantic”, Hegseth demonizuje protestujących i wykazuje pełne oddanie Donaldowi Trumpowi, co rodzi obawy, że nie zawahałby się użyć wojska przeciwko demonstrantom i opozycji politycznej.

Trump mówi o „inwazji od wewnątrz”

Sam prezydent USA nie łagodzi nastrojów. Donald Trump nazywa protestujących „inwazją od wewnątrz”, a amerykańskie miasta określa mianem „poligonu szkoleniowego” dla armii. Agentów ICE nazywa z kolei „Patriotycznymi Wojownikami”.

Prezydent wydał polecenie, by służby imigracyjne chroniły budynki federalne przed – jak to ujął – „atakami tych świetnie opłacanych Szaleńców, Agitatorów i Insurekcjonistów”.

Według „Economista” doradca prezydenta Stephen Miller, nazywany czasem „premierem USA”, może celowo przygotowywać grunt pod użycie ustawy o powstaniach zbrojnych (Insurrection Act), co pozwoliłoby na legalne wykorzystanie wojska na terytorium kraju.

Prowokacja i „pełzający despotyzm”

Brytyjski tygodnik sugeruje, że brutalność ICE może być celowa – ma sprowokować zamieszki, które uzasadniłyby użycie siły. „W istocie, to wybuchowe rozrastanie się agencji imigracyjnych, które najwyraźniej odpowiadają tylko przed Trumpem, sprawia, że krytycy prezydenta uznają, iż tworzy on siły paramilitarne mające zastraszać jego przeciwników politycznych” – ocenia „Economist.

Francuski „Le Monde” zwraca uwagę na gigantyczne środki, jakie płyną do ICE. Zatwierdzona latem ustawa budżetowa przewiduje 170 mld dolarów na tę agencję. Wydatki na ośrodki internowania wzrosły o 265 proc., a do 2029 roku personel ICE ma powiększyć się o kolejne 10 tys. osób.

Magazyn „New Republic” nazywa ten proces „pełzającym despotyzmem” wskazując, że ICE staje się potężniejsza niż połączone siły FBI, DEA i Federalnego Biura Więziennictwa.

„Economist” porównuje metody budowania lojalności w ICE do przywilejów irańskich Strażników Rewolucji. Wiceprezydent J.D. Vance obiecywał agentom „absolutny immunitet”, a premia za wstąpienie do służby wynosi 50 tys. dolarów.

Telewizja MSNBC ostrzega, że w ramach rozbudowy kadr do służby mogą trafiać prawicowi ekstremiści, w tym członkowie bojówek Proud Boys, znanych z udziału w szturmie na Kapitol. „Economist” dodaje, że proces rekrutacji jest prowadzony tak, by przyciągać zwolenników Donalda Trumpa.

Mimo napiętej sytuacji, reakcje społeczne po śmierci Alexa Prettiego w Minneapolis na razie nie doprowadziły do eskalacji przemocy na szeroką skalę. „Economist” przestrzega jednak, że sondaże i spadające poparcie dla administracji to za mało, by obronić demokratyczne instytucje przed systemowym zagrożeniem, jakim staje się upolityczniona i zmilitaryzowana służba imigracyjna.

Źródło: wp.pl

Więcej postów

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*