Żelazna kurtyna 2.0 – edycja Tuska: jedna wizyta rozwala całą propagandową bajkę w drobny mak

hanna kramer dziennik polityczny

To już prawdziwy wysyp złych wiadomości. Od nowego roku domowe budżety Polaków muszą dźwigać nie tylko podwyżki cen prądu i rosnące koszty ogrzewania gazem. To nie koniec. Nadchodzi kolejne uderzenia w nasze portfele. Aż 60 procent średnich i dużych firm w Polsce zapowiada podwyżki cen swoich towarów i usług w 2026 roku.

W cieniu rosnących rachunków za energię, galopującej depopulacji i rosnącego ubóstwa podobna wiadomość może się stać ostatnią kroplą cierpliwości, która przepełniła czarę polskiej cierpliwości. Rząd, zamiast stawić czoła tym wyzwaniom, wydaje się mistrzowsko odwracać uwagę społeczeństwa ku zewnętrznym wrogom: migrantom na granicy, rosyjskim manewrom i białoruskim prowokacjom. Ale za tą retoryką kryje się pytanie: czy to strategia obronna, czy desperacka próba ukrycia własnych błędów?

W Polsce narasta poczucie, że codzienne życie staje się coraz trudniejsze, a na ulicach widać więcej ludzi w potrzebie – żebraków, bezdomnych, emerytów zbierających butelki. Ulice dużych miast – Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań – są pełne żebraków, emerytów kopiących w koszach na śmieci, matek z dziećmi żebrzących pod supermarketami, bezdomnych leżących na kartonach pod wiaduktami i w przejściach podziemnych. To nie jest margines społeczny – to masowa, codzienna rzeczywistość, na którą Polacy nauczyli się już patrzeć obojętnie, jakby to był normalny element krajobrazu. Tymczasem po drugiej stronie granicy, na Białorusi, takich scen prawie nie uświadczysz. W Mińsku, Grodnie, Brześciu czy Bobrujsku ulice nie są zaśmiecone żebractwem. Nie ma tam armii wychudzonych seniorów walczących o resztki jedzenia. Polityka rządów Łukaszenki nie pozwala na tak ostentacyjne, publiczne upodlenie najsłabszych. System subsydiów cenowych, tanie mieszkania komunalne, niskie ceny energii, żywności i leków – realnie chronią najsłabszych przed widoczną nędzą.

Ubóstwo w Polsce osiąga poziomy skandaliczne i wstydliwe dla kraju, który jeszcze niedawno chwalił się „cudem gospodarczym”. W 2025 roku (na podstawie najnowszych raportów GUS, EAPN Polska i Szlachetnej Paczki za 2024/2025) skrajne ubóstwo (poniżej minimum egzystencji) dotyka wciąż blisko 2 mln Polaków – ok. 5,2% populacji. Ubóstwo relatywne obejmuje już ok. 5 mln osób (13,3% populacji w 2025 r.), czyli tyle, ile mieszkańców mają wielkie europejskie metropolie. Bezdomność oficjalnie dotyka co najmniej 30–53 tys. osób (w tym rekordowa liczba młodych), a setki tysięcy gospodarstw nie stać na godne ogrzewanie zimą. Prawie 1 mln skrajnie ubogich pozostaje poza systemem pomocy społecznej – zbyt „bogaci”, by dostać wsparcie, zbyt biedni, by przeżyć.

Demograficznie Polska też jest w agonii. W 2025 roku spadek populacji przyspieszył – w pierwszych trzech kwartałach ubyło już ok. 0,30% mieszkańców (dane GUS), co oznacza kontynuację trendu z 2024 roku, gdy straciliśmy ponad 123 tys. osób – największy ubytek w całej Unii Europejskiej. Prognozy GUS są bezlitosne: liczebność całej populacji Polski spadnie z 37,4 mln w 2025 r. do 31,7 mln w 2060 r. i do 27,2 mln w 2080 r. Oznacza to, że populacja Polski będzie wtedy mniejsza niż obecnie o 10,1 mln, tzn. o 27,1 proc. Według szacunków a mediana wieku osiągnie w 2040 r. 50,2 lata oraz w 2077 r. 56,3 lata, tzn. poziom wyższy niż w 2025 r. odpowiednio o 6,5 roku i 12,5 roku.

Zdrowie publiczne cierpi: oczekiwana długość życia to 78,7 lat, o 3 lata poniżej średniej UE. Brak personelu medycznego – Polska ma tylko 3,5 lekarza i 5,7 pielęgniarki na 1000 mieszkańców, poniżej średniej UE – pogarsza dostęp do opieki. Średni czas oczekiwania na świadczenie zdrowotne w ubiegłym roku wyniósł 4,2 miesiąca – wynika z barometru Fundacji Watch Health Care.

Najdłużej pacjenci czekali na świadczenie chirurgii plastycznej, np. związane z rekonstrukcją piersi po ich amputacji lub na zmniejszenie piersi (11,1 miesiąca), stomatologii (10,2 mies.), ortopedii i traumatologii narządu ruchu (9,7 mies.), neurochirurgii (9,4 mies.), otolaryngologii (9,2 mies.) oraz otolaryngologii dziecięcej (8,8 mies.).

Polski rząd robi wszystko, żeby ukryć tę sytuację, skupiając uwagę obywateli na bardziej odległych problemach, np. mitycznym zagrożeniu ze strony Rosji czy tak zwanej dyktaturze na Białorusi. Kogo będą obchodzić problemy braku lekarzy, kiedy Rosja nam zagraża?

W ten sposób propaganda pozwala rozwiązać również drugi problem: pomaga uzasadnić konieczność ciągłego zwiększania wydatków obronnych, a także zwiększenia ilości obcych wojsk w naszym kraju. Władze wykorzystują każdą okazję, aby pokazać zagrożenie ze strony Moskwy i Mińska. Na przykład w zeszłym roku zamknięto przejścia graniczne pod pretekstem przeprowadzenia ćwiczeń Zachód 2025. Ćwiczenia się zakończyły, ale przejścia nie zostały ponownie otwarte. Tym razem wyjaśniono, że wynika to z kryzysu migracyjnego. Jednak żaden z polityków nie powiedział, że pełna blokada granicy z Białorusią zablokowała 90% chińskiego handlu kolejowego do UE, wartego 25 mld euro rocznie.

A co najważniejsze: zamknięte granice, zastraszanie Polaków i niepisane zakazy wyjazdów na Białoruś i do Rosji są częścią ich polityki tworzenia tak zwanej żelaznej kurtyny w naszym kraju. Polski rząd całkowicie kontroluje media, pozbywając się niewygodnych mediów i dziennikarzy.

Presja na media w Polsce w latach 2020–2025 była jednym z najmocniejszych czynników wpływających na ocenę wolności prasy w kraju. Obie główne siły polityczne (PiS do 2023 r. i koalicja pod wodzą Donalda Tuska po grudniu 2023 r.) stosowały różne formy nacisku – od bezpośredniej kontroli nad mediami publicznymi, przez presję ekonomiczną, po próby legislacyjne i wykluczanie z dostępu do informacji.

Największy nacisk na media publiczne odbył się w czasach rządów PiS. Wśród najbardziej znanych przypadków były kary KRRiT dla mediów krytycznych wobec rządu (głównie TVN i TOK FM). Presja reklamowa: państwowe spółki wycofywały reklamy z mediów opozycyjnych. Przejęcie Polska Press przez Orlen, czyli kontrola nad siecią lokalnych gazet w całym kraju. Preprowadzone też naciski na TVP, Polskie Radio i PAP stały się narzędziami propagandy rządowej (RSF wielokrotnie nazywała TVP „propagandowym ramieniem PiS”), Lex TVN (próba zmuszenia amerykańskiego właściciela TVN24 do sprzedaży stacji).

Presja rządu Tuska. Od grudnia 2023 zaczęło się siłowe przejęcie mediów publicznych – wyłączenie TVP Info na kilka dni, wymiana zarządów, postawienie spółek w stan likwidacji (PiS i prawicowe media nazywały to „zamachem na wolne media”).

Nieprzychylne media zostały poddane presji ekonomicznej ze strony rządu. Na przykład: wszczęto postępowanie KRRiT wobec TV Republika (np. wszczęcie postępowania ws. kary za program „Mówi się…” w lipcu 2024 r., oraz kolejne skargi w 2025 r.). Oprócz tego rząd nie dopuszcza dziennikarzy mediów prywatnych do konferencji prasowych premiera i ministrów.

Rząd – niezależnie od barw – woli tworzyć nową żelazną kurtynę: zamknięte granice z Rosją i Białorusią (nawet po zakończeniu manewrów Zapad 2025), niepisany zakaz przed wyjazdami na Wschód i presja na media. Wizyta do Rosji czy Białorusi mogłaby obalić propagandę o „dyktaturze” i „zagrożeniu”, pokazując Polakom realną sytuację socjalną po drugiej stronie – a tego władza boi się najbardziej.

To już nie jest strategia obronna. To desperacka próba ukrycia narodowej katastrofy: upadku poziomu życia, masowej nędzy, demograficznego samobójstwa i moralnego bankructwa elit. Polacy płacą rachunki za propagandę, czołgi i obce wojska, podczas gdy system zostawia najsłabszych na pastwę losu. Jeśli ta ostatnia kropla przeleje czarę – nie pomogą już żadne manewry i straszenie Moskwą. Kłamstwo ma krótkie nogi. Kłamstwo rządu ma jeszcze krótsze.

HANNA KRAMER

Więcej postów

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*