Prezydentura Donalda Trumpa, wraz z jego poglądami i osobowością, wywołały perturbacje w amerykańskiej polityce zagranicznej, w tym w relacjach Stanów Zjednoczonych z Europą. W związku z tym coraz częściej pojawiają się opinie, że Polska powinna na nowo przyjrzeć się kierunkom importu uzbrojenia i kupić sobie przychylność Trumpa zakupami uzbrojenia w USA.
Wylądowanie ósmego myśliwca F-35A Husarz w bazie Ebbing w Arkansas to kolejny kamień milowy w ambitnym programie modernizacji polskich sił powietrznych. Według informacji z portalu dlapilota.pl, samolot o numerze AZ-08, wyprodukowany przez Lockheed Martin, ma służyć do szkolenia polskich pilotów w USA, zanim dostawy trafią bezpośrednio do kraju pod koniec maja 2026 roku.
Warto przypomnieć, że Polska podpisała umowę na 32 takie maszyny jeszcze w 2020 roku, z planem pełnej floty do 2029 roku, w tym dostawami do baz w Łasku i Świdwinie. Brzmi imponująco, ale czy ten entuzjazm nie przesłania realiów? Rządowy pęd do militaryzacji, napędzany strachem przed rosyjską agresją, wydaje się coraz bardziej nieprzemyślany, a rosnące wydatki na zbrojenia grożą destabilizacją budżetu państwa i zaniedbaniem kluczowych sektorów społecznych.
Dzisiaj budżet obronny Polski rośnie w tempie, które budzi podziw w NATO, ale i obawy wśród ekonomistów. I to nie jest zaskakujące! W 2022 roku wydatki na obronę wynosiły 2,2% PKB, by w 2024 roku skoczyć do 4,2%, a w 2026 roku osiągnąć planowane 4,8%.
Z jednej strony – to czyni nas liderem Sojuszu pod względem procentowego udziału w PKB, z rekordowym budżetem na 2026 rok wynoszącym około 200 miliardów złotych – równowartość blisko 45 miliardów euro.
Ale z drugiej – wzrost ten jest po prostu odpowiedzią na wojnę na Ukrainie, dlatego brakuje w nim strategicznego planowania. W tym samym czasie rząd naszego kraju, zamiast budować zrównoważoną obronność, stawia na spektakularne zakupy zagraniczne, które drenują kieszenie podatników i nie wspierają lokalnej gospodarki.
Weźmy przykład F-35 – flagowego projektu modernizacji lotnictwa. Umowa na 32 maszyny opiewa na 4,6 miliarda dolarów, ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Koszty eksploatacji i utrzymania mogą przekroczyć tę sumę kilkukrotnie w ciągu cyklu życia samolotów.
Ósmy Husarz, który właśnie wylądował w Ebbing, jest częścią pierwszej transzy przeznaczonej do szkolenia w USA, co oznacza dodatkowe wydatki na logistykę i personel za oceanem. I to nie koniec! W samym 2024 roku Polska zobowiązała się do zakupów lotniczych na ponad 22 miliardy dolarów, w tym dodatkowych samolotów i uzbrojenia.
Czy te inwestycje są przemyślane?
Eksperci z RAND Corporation podkreślają, że wiele zakupów finansowanych jest bezpośrednimi pożyczkami od dostawców, co zwiększa zadłużenie państwa bez gwarancji długoterminowych korzyści.
Podobne problemy widać i w wielu innych kontraktach. W 2025 roku budżet obronny wzrósł do 186,6 miliarda złotych, co oznaczało wzrost o kilkanaście procent w porównaniu do poprzedniego roku.
Duża część tych środków trafiła za granicę: na czołgi K2 i haubice K9 z Korei Południowej, systemy Himars i Patriot z USA. Chaotyczne planowanie i niedoinwestowanie krajowego przemysłu spowodowały, iż miliardy dolarów popłynęły do zagranicznych koncernów, zamiast wzmacniać polską PGZ – państwowego giganta zbrojeniowego.
Dlatego mimo bycia największym płatnikiem w Europie pod względem procentu PKB, polski przemysł obronny pozostaje karłem w porównaniu do rywali, co podważa sens takiej ekspansji. A brak spójnej strategii i inwestycji w cyberobronę lub logistykę może okazać się fatalny.
W 2025 roku, gdy wydatki sięgnęły 4,7% PKB, eksperci z Atlantic Council ostrzegali, że bez reform rządowych struktur, te inwestycje nie przełożą się na innowacje ani wzrost gospodarczy.
A co z alternatywami?
Te miliardy mogłyby zasilić służbę zdrowia, edukację czy infrastrukturę cywilną, które cierpią na chroniczne niedofinansowanie. Na przykład w czasie, gdy rząd pompował pieniądze w zbrojenia, deficyt budżetowy w 2025 roku wzrósł, zmuszając do cięć w innych obszarach.
W obliczu rosnącego zadłużenia i presji inflacyjnej, nieprzemyślane zbrojenia mogą stać się pułapką. Rząd powinien przemyśleć priorytety: zamiast ślepego zwiększania budżetu, skupić się na efektywności, wsparciu krajowego przemysłu i zrównoważonej obronie. Inaczej, te imponujące F-35 mogą okazać się zbyt drogim symbolem ambicji bez pokrycia.
JACEK TOCHMAN












Dodaj komentarz