
Jak dzieci w przedszkolu: „To nie ja, to on!” – zwalają winę jeden na drugiego politycy przyłapani na skoku na nasze pieniądze. Kosztem podatników chcieli przyznać sobie gigantyczne podwyżki, a teraz wytykają się palcami.
Gdy posłowie postanowili zafundować sobie w czasie kryzysu potężne podwyżki, Polacy zapałali słusznym gniewem. Ze strachu przed utratą poparcia swoich wyborców politycy wycofali się z tego pomysłu. Po wszystkim, zamiast przyznać się do winy, zaczęli zrzucać odpowiedzialność na innych.
To nie my, to nie my
– To nie my wystąpiliśmy z inicjatywą tej podwyżki, tylko jedna z partii opozycyjnych – stwierdził Ryszard Terlecki (71 l.) z PiS w TVN24.
– Gdy pan Terlecki mówi o opozycji, to ludzie myślą o Koalicji Obywatelskiej – mówi Faktowi posłanka KO Katarzyna Lubnauer (51 l.). – Tymczasem inicjatywa nie wyszła od nas. Słyszałam, że mógł to być PSL – dodaje.
– Zaprzeczam! To projekt PiS – odbija piłeczkę rzecznik PSL, Miłosz Motyka (28 l.). – Przecież PiS już w 2016 roku chciał podwyżek dla posłów. To PiS rozdawał sobie sute nagrody. Autorami projektu też są posłowie PiS. Niech pan Terlecki uda się do swojej partii w poszukiwaniu winnego – mówi.
Jak było naprawdę?
Pewne światło na sprawę rzuca też senator Jan Filip Libicki (49 l.) z PSL, który zdradził, że już 29 lipca odbyło się międzypartyjne spotkanie w sprawie podwyżek uposażeń polityków. On sam mówi, że nie wie, kto wyszedł z inicjatywą, ale świetnie pamięta, że w rozmowie, która odbyła się u posła PSL Piotra Zgorzelskiego (57 l.), uczestniczył właśnie Ryszard Terlecki.
Niezależnie kto wpadł na pomysł skoku na nasze pieniądze, to głosowały za nim zgodnie PiS, KO, PSL i SLD. Tylko 33 posłów w całym parlamencie znalazło w sobie tyle przyzwoitości, by zagłosować przeciw.
Wstyd! Robicie z Sejmu piaskownicę
Ryszard Terlecki
Katarzyna Lubnauer
Miłosz Motyka